III Rozdział ,,przyjaciółka''
Wśród znajomych ,przy Asi ,rodzicach i w szkole udawałam ,że wszystko gra , uśmiechałam się fałszywie i nawet żartowałam a jeśli ktoś spytał mnie czy przypadkiem jest wszystko w porządku a zdarzało się to Asi np. To tylko wybuchałam śmiechem i nic nie potrafiłam powiedzieć. Gdy wracałam do domu wszystko było inaczej ,nie mogłam się doczekać ,aż zamknę się w pokoju na klucz ,puszczę głośno muzykę i zostanę sama w czterech ścianach tylko ja i moje myśli. Puszczałam przygnębiające piosenki i nadal takich słucham w sumie nie wiem po co one tylko jeszcze bardziej mnie dobijają gdy czuje się źle. Siadam w koncie łapie się często za kolana skulona i płaczę ,lubię się wypłakać jest mi wtedy lepiej.. ,,przyjaciółka'' tak mówię na moją kochaną żyletkę. Zaczęło się wszystko od dnia w którym dowiedziałam się ,że nigdy nie mogę liczyć na nic więcej niż przyjaźń ze strony Dawida. Wtedy ,gdy wróciłam do domu przypadkowo potłukłam szklankę i spojrzałam na szkło i nawet nie wiem kiedy ,nie wiem co we mnie wstąpiło i czemu – przejechałam szkłem po ręce i poczułam coś niebywałego ,coś czego się nie spodziewałam. Poczułam chwilową ulgę jak problemy odchodzą w niepamięć ,zrobiło mi się lepiej a widok cieknącej krwi nie wiedzieć czemu mnie uspokajała a byłam pewna ,że poczuje tylko ból. Asia kiedyś też używała ,,przyjaciółki'' ale przestała stwierdziła ,że to głupie i ,że tylko blizny po tym zostają i nie warto a ja ,ja nie potrafię przestać. Wtedy ,gdy pierwszy raz się pocięłam odczuwałam nie odpartą chęć by przeciąć skórę jeszcze raz i jeszcze raz ! Ale opanowałam się ,wytarłam krew popłakałam się i położyłam się próbując zasnąć. Jednocześnie byłam wtedy szczęśliwa i okropnie na siebie zła ,czułam do siebie obrzydzenie po tym co zrobiłam.... stwierdziłam ,że nigdy więcej tego nie zrobię ale to były tylko słowa prawda jest taka ,że jeśli raz spróbujesz i dowiesz się jaką to sprawia przyjemności i jak pomaga gdy czujesz się źle to ,to już nie potrafisz przestać ,już nie! Po jednym ze spotkań przedtem w czwórkę, po naszej jednej imprezie znowu się pocięłam , bo nie mogłam znieść myśli ,że Dawida nie ma obok mnie ,że nie wiem kiedy go znowu zobaczę. W końcu stało się to moim nałogiem , próbowałam rzucić to na każdy sposób lecz się nie dało po tygodniu ,dwóch wracało to dziwne uczucie te dziwne myśli : ,,muszę się pociąć ,a co mi tam''. Zaczęłam to robić nawet w szkolnej ubikacji ,gdzie tylko się dało i jak miałam potrzebę to było straszne. Kupiłam swoją pierwszą żyletkę w kiosku ,wypisywałam znaki na swoim ciele pojawił się też napis I LOVE YOU który nie chciał zejść ,napis jestem głupia i serduszko , zaczęłam używać bandaża ,żeby zakryć moje rany i plastrów ale Asia to i tak zauważyła jej reakcja to po prostu był szok. Kazała mi pokazać rękę ale wymusiłam na niej ,żeby o tym nikomu nie powiedziała bo to mi naprawdę pomaga. Stwierdziła ,że przesadzam i ,że muszę z tym skończyć tylko ja już nie widziałam bez codziennego spotkania z ,,przyjaciółką'' sensu w swoim życiu. Nie wracaliśmy do tego tematu ale miałam wrażenie ,że czasami ukradkiem mnie sprawdza. Nawet jeśli tak to nic nie znalazła bo zaczęłam się ciąć w miejscach nie widocznych dla ludzkiego oka na pierwszy rzut oka. Rodzice nic nie zauważali nawet się nie domyślali , w końcu ciągle siedziałam zamknięta w pokoju skąd mieli wiedzieć. A ja tak naprawdę wołałam o pomoc nieświadomie ale wołałam . Cięcie się to nie moda jak niektórzy Emo'' uważają to moim zdaniem choroba i to nieuleczalna. W Pewnych chwilach miałam ochotę udać się do psychologa ale po chwili myślałam : ,, w czym może pomóż mi taka rozmowa , już wolę zostać z tym sam na sam pośród czterech ścian''. Zaczęłam regularniej chodzić do kościoła , wręcz mnie tam ciągnęło. Wcześniej nienawidziłam tam przebywać, wykręcałam się jak mogłam ,żeby tylko nie pójść do kościoła i nie chodziłam miesiącami tylko czasami się tam udałam jak mnie zmuszono ,żeby np. Wyspowiadać się przed wigilią. A teraz gdy wchodziłam to nie wiem czułam się tam jak w domu wiem – to dosyć dziwne. Za którymś razem zdecydowałam się wyspowiadać ze wszystkich grzechów i podczas wymieniania grzechów ,wymieniłam także samookaleczenie – ten grzech wypowiedziałam bardzo szybko I był schowany pośród innych grzechów w środku gdy mówiłam,miałam wtedy nadzieje ,że ksiądz tego nie usłyszy. Wtedy się zaczęło , ksiądz mówił ,żebym szanowała swoje ciało ,że chciałby ze mną porozmawiać ale teraz nie ma jak i mówił bym udała się do psychologa bo on mi może pomóż i nie muszę się martwić o rodziców bo jego obowiązuje tajemnica spowiedzi a psychologa tajemnica lekarska. Gadaliśmy dosyć długo i bardzo miło mi się z nim rozmawiało ,potem miałam ochotę przyjść do niego i się wypłakać ,opowiedzieć mu o wszystkim ale nie odważyłabym się na coś takiego ,ta śmiała dziewczyna ,która niegdyś podbiegała do ludzi na ulicy ,żeby się z nimi zapoznać gdzieś zniknęła , to już nie ta sama osoba. Na mszy wbijałam sobie paznokcie w skórę i nie wiem do końca czemu to był mój taki odruch i miałam wrażenie ,że zauważył raz to ksiądz i przeszywał mnie wzrokiem ale wtedy schyliłam głowę na dół i wyszłam przed końcem mszy. W mojej głowie co raz częściej pojawiały się myśli samobójcze. Chodziłam na spacery oglądać pociągi i myślałam jak to by było jakbym się teraz położyła na torach ,co by było po śmierci ,przyszedł by ktoś na mój pogrzeb? I czy Dawid zatęskniłby choć trochę za mną ,czy może po miesiącu ,dwóch zapomniałby o mnie tak po prostu.. Gdy wychodzę z minibusu po szkole w drodze do domu to przechodzę powoli przez ulice z zamkniętymi oczami i powtarzam sobie : ,, Boże spraw niech teraz trzepnie mnie samochód ,Boże proszę!'' ale zawsze miałam pecha i nic nie jechało ,po wyjściu z zza busa. Tak jakby coś kazało mi jeszcze zostać tu na ziemi. Jakbym trafiła do szpitala i przeżyłabym to może zobaczyłabym komu tak naprawdę na mnie zależy i ile osób by mnie odwiedziło i martwiło się co się ze mną dzieje a ile opuściło. Innym razem gdy złapałam mega dołka i oglądałam zdjęcia Dawida na internecie przygotowałam sobie sznur i list pożegnalny na komputerze w którym były zawarte przeprosiny i wyjaśnienie ,że nikt nie jest winien mojej śmierci musiałam odejść miałam swoje powody a nie chciałam żeby ktoś czuł się winny.. Ale gdy założyłam sobie sznur na głowę i przymocowałam do żyrandola na suficie i podsunęłam krzesło ,to wtedy pomyślałam,że chce żyć i nie chce jeszcze umierać ,poczekam może jest jeszcze nadzieja ,że kiedyś coś do mnie on poczuje a jeśli nie to trudno byle żeby on był szczęśliwy. Popłakałam się po raz kolejny chciałam się zabić ale bałam się bólu i tego co będzie po śmierci ,podziwiam tych którzy popełnili samobójstwo za ich odwagę ja jestem zbyt słaba ,żeby się na to chyba zdobyć. Ale potem były kolejne próby . Raz byłam na imprezie na której Dawid tańczył z taką extra laską ,cały czas ich obserwowałam i zazdrościłam strasznie. Po powrocie do domu wzięłam żyletkę ale zadzwoniła przyjaciółka z prośbą żeby się spotkać, więc wyszłam na dwór – patrze a ona cała zapłakana bo pokłóciła się z rodzicami. Zaczęłam ją pocieszać i mówić ,że wszystko będzie dobrze to w końcu standardowe teksty i ją przytuliłam. Gdy wróciłam do domu i tak sięgnęłam po żyletkę i postanowiłam kolejny raz spróbować odebrać sobie życie. Chciałam podciąć żyły , jedno cięcie ,drugie cięcie i tak pogłębiałam robiło mi się gorąco i czułam ulgę jak zawsze. W końcu krew zaczęła lecieć gęsta jak nigdy i szybciej niż zwykle wystraszyłam się nie myślałam wtedy i wzięłam chusteczkę i zaczęłam tamować ,udało mi się powstrzymać krwawienie a gdy to zrobiłam znowu się załamałam ,że kolejny raz mi się nie udało. Innym razem nalałam sobie rozpuszczalnika do soku i popijałam taką miksturę cały dzień z nadzieją ,że coś się stanie ale nic mnie nie ruszyło jedyne co – to rozbolał mnie brzuch. Kolejnym razem zabrałam ibuprom i jakieś inne leki wyszło około z 30 tabletek ,miałam nadzieje ,że tyle starczy ,żeby przedawkować a tu nic , tylko czułam się po nich jak na haju i nic więcej. Po dwóch czy tam trzech miesiącach doszłam do wniosku ,że to głupie, w końcu mam rodzinę tak ... mam dom ,przyjaciółkę i wszystko czego mi trzeba. Takie myślenie doprowadziło do tego ,że przestałam się ciąć ale myśli samobójcze nie zniknęły czasem pojawiały się nagle bo życie bez Dawida nie miało dla mnie sensu. Wyrzuciłam żyletkę ,żeby mnie nie kusiło ale jeśli miałam taki dzień ,że byłam kompletnie załamana i nie kontrolowałam już siebie do końca to wystarczyło ,że rozbiłam słoik ,wzięłam cyrkiel lub nożyczki i bez ,,przyjaciółki'' też potrafiłam sobie poradzić..Zaczęłam prowadzić internetowego bloga w którym opisywałam swój każdy dzień i dokumentowałam każde nowe cięcie i stare też. W końcu doszło do dnia w którym obchodziłam jubileusz można powiedzieć ,bo wykonywałam setne cięcie i patrząc na blizny po dawnych ranach byłam co raz bardziej załamana ,zaczęłam się zastanawiać co jeśli nigdy nie znikną. Robiły się różowo -białe i po mimo upływu czasu zdawało mi się,że obiły się co raz bardziej widoczne. Blog mnie uspokajał a przynajmniej to jak pisałam ,mogłam się wygadać i dowiedziałam się,że nie jestem sama z taką sytuacją jak ja ,ludzie w komentarzach zaczęli mi opowiadać co się z nimi dzieje i o swoich uzależnieniach zaczęłam im doradzać a sama nie potrafiłam sobie poradzić nie którzy komentowali posty mówiąc : idź się lecz itp. Ale nie zwracałam na to uwagi. Eh nikomu nie życzę ,nawet najgorszemu wrogowi zakochać się bez wzajemności to najgorsze co może się człowiekowi przytrafić .Nie wiem kim jestem i jaka jestem.....popadam ze skrajności w skrajność jednego dnia ,przez jedną chwile nie mogę przestać się śmiać czuje ,że żyje i jestem szczęśliwa a po sekundzie w inny dzień nagle świat zakrywa gęsta mgła jest mi źle czuje ,że nie chce żyć i że nic nie ma sensu nie rozumiem już samej siebie. Jestem ciekawa co będzie dalej. Mam takie dni,gdy nie chce mi się robić nic. Gdy zastanawiam się po co żyć. Świat zdaje się mnie nie rozumieć a ja nie jestem nikomu potrzebna już. Tak czasami bywa,że nie wiem co zrobić i potrzebuje Ciebie by znów pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Zakochać się tak łatwo jest a poznać czy to miłość tak trudno.
Choć to trudno w chwili obecnej próbuje się jakoś trzymać i prowadzić w miarę normalne życie. Zaczęłam się więcej uczyć i co raz rzadziej spotykam się z Asią. Ostatnio w szkole urządzili akcje związaną z oddawaniem krwi jak się pójdzie to dostanie się czekoladki i jest dzień wolny od szkoły więc postanowiłam pójść i przyczynić się jakoś dobrze dla społeczeństwa może moja krew uratuje komuś życie. Na początku stwierdzili ,że jestem za chuda bo myślałam ,że ważę 48 kg ale po wejściu na wagę okazało się ,że 52,5 więc usiadłam na fotelu po zbadaniu przez lekarza i ukłuciu w palec igłą nie wiem po co ,nie wiedziałam o co w tym chodzi i zaczęłam się strasznie stresować i co sekundę pytałam się czy to będzie boleć?Po wbiciu już się uspokoiłam i nie wiem czemu ale dostałam ataku śmiechu ,każdy się stresował a ja się śmiałam , po pobieraniu wróciłam do domu i nie musiała wracać szkoły. Kolejny raz płaczę bez powodu , smutek wkradł się do mojej codzienności a sztuczny uśmiech przy innych osobach i gra tej szczęśliwej już tak męczy mnie. Ale jestem mistrzem ,mogłabym zostać aktorką nikt nie odkryje co czuje i że jest mi źle.....Myśli cały czas krążą w okół jednej osoby czy tak już będzie zawsze to mnie zadręcza... Nie wiem co mnie dopadło leżę całymi dniami na łóżku i nic nie robię ,nie mam ochoty z niego wstawać a na ekranie laptopa odbijają się moje spływające łzy. Boję się co będzie ......boję się naprawdę się boję ..... boję się bardzo i nie wiem co myśleć.....dziś jak szłam nawet myślałam nie nie będę się zabijać co będzie to będzie jak nie zdam matury wtedy się zabije a potem myślę nie nie chce nawet jej próbować zdawać boję się ,że zawiodę sama siebie i nie znajdę dobrej pracy i kiedyś skończę na ulicy ...Tak bardzo pragnę zobaczyć Pawła , widzieć jego uśmiech i śmiejące się oczka tak za tym tęsknie ,gdyby on wiedział co do niego czuje to pewnie nie chciał by się więcej ze mną zadawać dlatego muszę to ukrywać chce byśmy chociaż pozostali dobrymi przyjaciółmi. Jak pomyślę o tym ,że codziennie na nowo trzeba wstawać do szkoły i męczyć się na tych lekcjach czasami po 16 dopiero docierać do domu to normalnie rzygać się chce. Mam ochotę pójść na jakąś zabawę ,muszę sobie coś zorganizować bo zwariuję ,trzeba się trochę oderwać i znowu ,,żyć''.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz