I Rozdział Dzieciństwo
Wspomnienia to coś ,czego nikt nam nie zabierze. Dzięki nim możemy na chwile zapomnieć o tym co jest teraz i przypomnieć sobie o tym co kiedyś było, zamknąć oczy ..powspominać. Lubię to robić bo moje dzieciństwo było wspaniałe i szczęśliwe. Wiele się pozmieniało chyba każdy jak dorasta zauważa pewne zmiany , relacje z rodzicami już nie są takie jak kiedyś, urywają się kontakty z przyjaciółmi z podwórka, każdy poważnieje i już co raz mniej rzeczy cieszy tak bardzo jak kiedyś. Może to zbyt ciężkie rozważania będąc dziewczyną która ma 18 lat ale ja tak już mam. Eh...Kiedyś miałam takie beztroskie życie , po śniadaniu wychodziło się na podwórko,zwoływało ekipę i bawiło do samego wieczora z przerwą na obiad ,który jadło się z wielkim pośpiechem. Graliśmy często w piłkę nożną na polach lub nawet na ulicy po prostu gdzie się dało. Co z tego ,że jestem dziewczyną też mogę kochać ten sport jak się wychowało z chłopakami to już widocznie tak jest. Z upływem czasu przychodziło co raz więcej obowiązków ,szczególnie jeśli chodzi o naukę. Jezu! Jak ja nienawidzę się uczyć ! Wprost nie cierpię a zresztą kto lubi siedzieć nad książkami i wkuwać jakieś rzeczy bez sensu ,które mi się nigdy nie przydadzą – no zależy jeszcze o czym mówimy. Jak pomyślę ,że niedługo czeka mnie matura to nie mogę tego z boleć ,nie wiem kiedy wezmę się do nauki ,strasznie mi się nie chce ,ciągle odkładam lekcje na potem. Jak ja bym chciała cofnąć się do tego co było ,rodzice wszystkim się zajmowali a ja w sumie nie miałam jakiś większych problemów chyba ,że taki typu co by tu teraz zbroić haha. Byłam raczej trudnym dzieciakiem no i jak trochę podrosłam to sądzę ,że lżej rodzicom, to też się nie zrobiło wręcz przeciwnie ,ciągle narzekają co to nie ja i że źle mnie wychowali ,że jestem zbyt bardzo rozpieszczona. Chciałabym znowu pobawić się lalkami , czy zagrać w klasy na ulicy,pograć w ganianego czy chowanego z kolegami ale przecież to już jest za dziecinne zachowanie jak na ten wiek. Pamiętam jak chodziłam z Kubą ,Radkiem i czasem też z Justyną do Lasu i wspinaliśmy się po drzewach – kto wyżej ! Albo jak bawiliśmy się w policjantów i złodziei na rowerach hałasując tak ,że cała wieś nas słyszała. Wtedy nie miałam jeszcze internetu i się bardzo cieszę ,że tak było bo całe dzieciństwo nie zleciało mi przed komunikatorami na fejsie czy innych portalach i stronach ....wychodziło się na dwór i korzystało z każdej chwili jak najlepiej ,spotykało się na żywo nie tak jak teraz to często bywa na Skype lub połowę dnia siedzi się na gg żeby z kimś pogadać zamiast wyjść i się normalniej na świecie spotkać. Jeden dzwonek do drzwi i każdy wychodził ,wszyscy się zbieraliśmy i zastanawialiśmy się nad tym co by tu teraz porobić. Zdarzały się też kłótnie ale wtedy to były na zasadzie nie lubię Cię bo nie chcesz się ze mną bawić tak jak ja chce i po tygodniu znowu się odzywaliśmy a teraz jak się z kimś pokłócić to ma się wroga na całe życie ,który najchętniej to by Cię zepchnął ze schodów i jeszcze dobił. Lubię wspominać jak z koleżanką bawiłyśmy się w ,,gotowanie'' i podbierałyśmy rodzicom warzywa z ogródka ,co prawda nasze potrawy były nie jadalne ale liczyła się zabawa albo jak wyrywaliśmy kwiatki z ogródka i sprzedawaliśmy potem żeby sobie trochę zarobić. Dzieciństwo ..... tak szybko zleciało ,tak pragnęłam dorosnąć ,być wyższa i mieć już to upragnione 18 lat ,gdy już to osiągnęłam a nawet wcześniej to zatęskniłam za tym co było , za tym czego nie doceniałam. Teraz już czas będzie leciał co raz szybciej nawet nie chce o tym myśleć. Matura ,Studia ,Praca nie chce mi się wierzyć ,że już niedługo będę zarabiać prawdopodobnie własne pieniądze to mi się wydaje takie nie realne ,podoba mi się takie wygodne życie. Obiad zrobiony przez mamę , tata zarabia pieniądze a ja obecnie siedzę w pokoju ,słucham muzyki nic nie robię i imprezuje a tu nie długo bajka się skończy. Czuję się już stara nie jedna osoba powiedziała bym mi : ,,co ty wygadujesz , masz dopiero 18 lat?!'' .....dopiero....dla mnie to już jest aż 18 lat. W końcu nie wiadomo kiedy życie się skończy w jednej chwili jesteś a w drugiej Cię nie ma ale taka już jest kolej rzeczy. Lubię wyobrażać sobie ,że mam 10-15 lat i prowadzę spokojne życie ale to tylko moje wyobrażenia ,które nie pokrywają się z rzeczywistością. Zachowuję się często nie odpowiednio co do swojego wieku ale to może dlatego bo tak bardzo nie chcę dorosnąć. Najbardziej to bym chciała narodzić się na nowo i ułożyć całkowicie inaczej moje życie a przede wszystkim ...... nigdy się nie zakochać! Nawet teraz nie mogę się do końca na niczym skupić – na swoich wspomnieniach bo w mojej głowie jest on i to cały czas już tak chyba od 6 miesięcy. Ale to już dłuższa historia do której wrócę później. Ciągle z chodzę na poboczne tematy nie mogę skupić się i myśleć tylko o jednym, to uciążliwe. Tak więc wracając do mojego dzieciństwa ... pamiętam jeszcze jak lubiłam bawić się w rodzinę ,zawsze grałam mamę bo nie pozwalali mi być dzieckiem o co czasami się obrażałam. No może częściej niż tylko czasami,byłam takim typowo obrażającym się o wszystko dzieciakiem nie wiem jak inni ze mną wytrzymywali jeśli czegoś chciałam to musiałam mieć to ,,teraz – zaraz'' inaczej popadałam w płacz albo się do nikogo nie odzywałam. Oh a jak przypomnę sobie przebywanie całymi dniami w piaskownicy , robienie zamków i wykopywanie tuneli to było coś. Będąc mniejsza bardzo lubiłam zimę , co prawda teraz też wręcz ją kocham ale jak śnieg spadnie na wigilie trochę poleży i jak dla mnie to może już przyjść lato a kiedyś to jak były zaspy ...to nie chciało się wracać do domu a jak już rodzicom udało się nas zaciągnąć to wracaliśmy cali mokrzy po bitwach na śnieżki ,lepieniu bałwana czy próbie ulepienia igloo lub nacieraniu się czy wożeniu się na zmianę na sankach i w pewnym momencie tak wykręcanie nimi ,że osoba na nich się znajdująca się wywalała , ile było przy tym śmiechu...Nie zapomnę tez nigdy jak chodziliśmy nad rzekę i zbieraliśmy patyki po to żeby położyć je na wodzie i dzięki temu przechodzić na drugą stronę ,czasami ktoś się skąpał a rzeka super czysta to nie była ale fajnie było. Mieliśmy takie sąsiadki za którymi nie bardzo przepadaliśmy , takie trzy dziewczyny ,które chciały się z nami bawić i ciągle mieszały się i przeszkadzały we wszystkim a my straszyliśmy je mrówkami albo skarżyliśmy na nich ich rodzicom byle ,żeby się od nas odczepili. Bywało i tak,że między nami dochodziło do bójek tzw. Solówek ale to zawsze one wracały z płaczem do domu,najgorzej miały gdy było lato I kopce ziemi na łąkach bo wtedy wymazywaliśmy je całe na czarno a potem mieliśmy szlabany i reprymendy od rodziców. Mogę śmiało powiedzieć ,że mając niewiele lat byłam bardzo szczęśliwym dzieckiem a problemy odstawiałam na bok chciałabym umieć tak teraz co nie zawsze mi się udaje. Z młodych latach pamiętam jeszcze moje zamiłowanie do zwierząt ,które nie minęło nadal je uwielbiam ,każde bez wyjątku są dla mnie bliższe niż ludzie nie marudzą , zawsze przy Tobie są i nie ma z nimi większych problemów. Zawsze miałam zwierzyniec w domu psy ,koty,rybki,papużki ,tchórzofretka I przez pewien okres opiekowałam się Malwinką koniem którego pokochałam. Uwielbiam jeździć konno to jedna z moich pasji ,jeżdżę już kilka lat I nie zamierzam przestać tylko ,że ostatnio nie mam na to czasu. Przyjemność sprawiało mi zwykłe czyszczenie Malwinki lub po prostu przebywanie obok niej. To był taki mój przytulas ,gdy rozłożyłam ręce podchodziła I w tulała swoją główkę w moje ramiona do żadnego konia nie czułam się nigdy tak przywiązana. Lecz zachorowała poważnie ,leżałam z nią w stajni podczas jej ostatnich dni ,płakałam I nie mogłam uwierzyć ,że mogę ją stracić – tęsknię za nią. Była także pierwszym koniem na którym zagalopowałam. Postanowiłam pewnego dnia pojechać z nią w teren do lasu. Kłusowałam ,stepowałam fajnie było ale w pewnym momencie gałąź strzeliła w jej zadek I ruszyła... Byłam mega wystraszona,nie wiedziałam co się dzieje ,liście uderzały mnie boleśnie o twarz ,ledwo co się trzymałam. W końcu spadłam ...Ale nie zraziłam się w końcu to nie była jej wina ,że się wystraszyła a jeśli się jeździ konno trzeba się liczyć z tym ,że upadki się zdarzają. Malwinka na szczęście nie uciekła czekała,aż wsiądę na nią z powrotem – więc to zrobiłam ale pomyślałam ,że spróbuje zagalopować I na dłuższym prostym odcinku drużki zaczęłam dawać jej znaki by to uczyniła I udało się I tym razem nie spadłam ,trzymałam się. Pomimo upadku wróciłam tamtego dnia szczęśliwa do domu. Przypomina mi się także jedna z przerażających sytuacji ,która mnie dotknęła I której sobie nigdy nie wybaczę. Miałam kiedyś chomika takiego syryjskiego był brązowo biały I nazywał się Steward no I raz wychodziłam do koleżanki razem z nim by odwiedził chomika Moniki więc zamknęłam go w słoiku. Po powrocie szybko poleciałam na kolacje I zapomniałam o Stewardzie który został w moim pokoju zamknięty w słoiku. Gdy skończyłam jeść I poszłam na górę zobaczyłam tylko jak wydawał swoje ostatnie tchnienie z braku tlenu. Nie mogłam uwierzyć w to co się stało ,zginął przeze mnie.. W naszej małej wsi zawsze kręciło się dużo przybłęd a ja gdy widziałam jakiegoś wychudzonego pieska albo kotka od razu zanosiłam do domu I pytałam czy możemy zatrzymać dane zwierzątko. Kiedyś sie to dla mnie źle skończyło ,pamiętam takiego malutkiego czarnego pieska wyglądał na głodnego no to postanowiłam przynieść mu trochę kości z grila. Gdy już szłam w stronę furtki nagle poczułam przeszywający ból na mojej nodze – były to zaciskające się zęby psa. Na szczęscie puścił mnie I podskoczyłam na jednej nodze cała we łzach do domu. Po jechaliśmy od razu do szpitala I dostałam serie zastrzyków w brzuch ,,,oj to nie było przyjemne. Najdziwniejsze jest to ,że jak łapali tego pieska I myślałam,, Boże przecież oni teraz go pewnie uśpią'' ,wtedy było mi go żal I chciałam go jakoś uratować ale wiedziałam ,że już nic nie mogę zrobić. Nienawidzę wręcz NIE NAWIDZĘ ludzi którzy kupują sobie szczeniaczki a potem wyrzucają jak już podrośnie pśak na ulice albo jak gdzieś muszą wyjechać. Tak nie można ,tak nie postępują ludzie z sercem ,trzeba mieć serce z kamienia ,żeby taki los zgotować członkowi rodziny. Bo dla mnei zwierzęta są jak rodzina. Psy czy koty to nie były jedyne zwierzęta ,które znosiłam. Zdarzało mi się przynieść jeże albo ranne ptaszki a to wróbelek albo jaskółka a innym razem pisklę które wypadło z drzewa. Nie potrafiłam obok czyjegoś cierpienia przechodzić obojętnie. Będąc mała uwielbiałam patrzyć w niebo I zgadywać jakie kształty przyjmują chmurki – w chwili obecnej to widzę same serca haha a wieczorem oglądać gwiazdy O jak ja to kocham! Umiem nawet znaleźć mały wóz I duży wóz ale więcej już nic ,kiedyś pokazywałam gdzie są te gwiazdozbiory Asi ale ona nic tam nie widzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz